piątek, 10 kwietnia 2026

Opadają liście...

Spotkałam wczoraj D z jej aktualnym (jeszcze) panem. Obie wpadłyśmy na ten sam pomysł podrzucenia się do domu miejskim autobusem, bo nasze miasto uszczęśliwiło mieszkańców darmowymi przejazdami. Koło pięćdziesiatki zaczyna się doceniać takie gesty :)

Rozbawiła mnie myśl o przydatności i sensie rozmów na temat pogody i fizycznych dolegliwości, bo cokolwiek niezręcznie się poczułam spotykając się po gwałtownym ochłodzeniu relacji. Nie chciałam jak dzieciak udawać, że nie znam D., ale niespecjalnie mnie do niej ciągnęło. Może gdyby nie ten kochaś (wybacz, kochasiu, może jesteś w porządku, ale lubię posługiwać się ironią) i publiczne miejsce nawiązałabym do naszej ostatniej kłótnie i wyjaśniła ostatecznie, co leży mi na wątrobie. Ciekawa jestem, jaka byłaby reakcja face to face.

Dużo we mnie myśli o relacjach, bliskości, autentyczności, która powinna im towarzyszyć. Czasami tego komfortu brakuje mi nawet wśród tzw. najbliższych. Moje rodzeństwo nie spełnia tych oczekiwań.

Są to ludzie, na których pomoc mogę liczyć w konkretnych sytuacjach i należy to docenić. Pomagali mi, gdy zmieniałam mieszkania, siostry walczyły o mnie w czasie ostatniej hospitalizacji. Emocjonalnie jednak rozmijamy się. Oni są "hej! do przodu", lubią działanie, w wolnym czasie beztroską zabawę, rozrywkę. Ja za nimi nie nadążam, a często - co przyznaję coraz śmielej - mam zupełnie inne potrzeby. Nudzą mnie i męczą hałaśliwe imprezy, gadanie o niczym, miałkie rozrywki jak gadanie głupot po alkoholu. Nie jestem abstynentką, ale jednak wolę trzeźwość i rozmowy, które coś wnoszą. Już sobie nawet pokpiwam, że znowu szwagier z bratową będą obgadywać wspólnych znajomych z podstawówki i porównywać swoje brzuchy piwne, a brat będzie błaznował w rytm jakiegoś przeboju z telewizora czy playlisty.

Swoje klimaty odnalazłam w "sekcie", ale i tu czegoś mi brakuje. Chciałabym spontaniczniej, naturalniej, mniej rytualnie i... więcej.

Zdaję sobie sprawę, że skoro zmienia się moje spojrzenie na życie i świat (czy aż tak bardzo? może raczej po prostu staje się bardziej klarowne?), to i moje stosunki z otoczeniem nie mogą pozostać bez zmian. Odpadają niektórzy jak zeschłe liście z drzewa... Nowe wyrosną, ale nie od razu.

Trzeba na to pozwolić.

środa, 8 kwietnia 2026

"Wściekliznie" veto

Albo wyłączyłam niechcąco budzik w telefonie, albo po prostu go rano nie usłyszałam, co jest jak najbardziej prawdopodobne, bo przecież nie sypia się z aparatami słuchowymi. Dość, że obudziłam się dwie minuty przed ósmą, a o ósmej powinnam już być w pracy. Zawyłam ze zgrozy, po czym zatelefonowałam do kierowniczki i otwarcie wyznałam straszną prawdę, prosząc o dzień urlopu. Mogłabym przyjść godzinę później i dłużej zostać, ale dzisiaj spotkanie Klubu Pacjenta i tego nie odpuszczę.

Bardzo mnie te spotkania wspierają, a wsparcia nie warto sobie w życiu żałować. Nie zamierzam siłować się z całym światem i tonąć w rozpaczy i bezradności, jak tonie niejedna osoba.

Ha! Jak zwykle dryfuję myślami... Ale nic to, lubię tak.. 

Nie wiem, dlaczego nie mogę skomentować najnowszego wpisu Jaskółki. Przykuło moją uwagę jej zdanie o życiu bez napinki i celebry, co daje jej poczucie wolności. To jest dokładnie to, czego pragnę we własnym życiu!

Tegoroczna Wielkanoc wreszcie mi to w pełni obnażyła.

Uważam się za osobę niezależną, a tak długo uwikłana byłam w te wszystkie rzekome powinności. Jest - a może już było? - we mnie przekonanie, że dzieci potrzebują stałości, porządku, czarodziejskiej odświętności i takiej ciepłej atmosfery chciałam dla syna.

Dla mnie w dzieciństwie święta były zachwycającym czasem. Wiem z różnych rozmów, że wiele osób odczuwa podobnie. Nieżyjący już znajomy opowiadał o cotygodniowych sobotnich porządkach w swoim rodzinnym domu, dodając, że pomimo zmęczenia, czasem niechęci do roboty, w takim wypucowanym domu odczuwało się odświętność i odmienność ostatniego dnia tygodnia.

I to właśnie do tego się tęskni: do poczucia tego odprężenia i komfortu psychicznego. A przecież mogę to mieć zawsze - bez uprzedniej "spinki i napinki". To uczucie możliwe do wykreowania bez żadnych specjalnych zabiegów. Wystarczy świadomość, jak się czuję i jak chcę się czuć, oraz trochę wiedzy o regulowaniu emocji. Tak wyposażony człowiek nie potrzebuje już świąt, bo świętem może być każda minuta naszego życia.

Może jestem leniem, ale jak już napisałam - po co mi ten cały szum, skoro wszystko się sprowadza do poczucia kontrastu między "przedświąteczną wścieklizną" a opadaniem emocji po tejże? To ja se wolę chodzić odprężona cały czas (ba!).

poniedziałek, 6 kwietnia 2026

Zmiana narracji i zaskakujący punkt widzenia

 Niepełnosprawna jestem właściwie od urodzenia, ale zawsze żyłam gdzieś na pograniczu świata zdrowych i chorych, bo niepełnosprawności, jak wszystko w życiu, są większe i mniejsze.

W ostatnich latach zrobiło się tego "trochę" więcej i zaczynam odczuwać, co znaczy wykluczenie, brak zrozumienia (nie mylić z empatią, bo na ogół ludzie są jednak życzliwi). Odczuwam, jak bardzo bywamy niewygodni dla zdrowych. Widzę szczególnie jaskrawo, że ludzie jak ognia boją się tego, co trudne i niewygodne. Unikają na przykład niezbyt wesołych tematów, bo chcą się bawić i udawać że problemów nie ma. Ludziom się nie chce chodzić wolniej, gdy ktoś nie nadąża, nie chce się siedem razy powtarzać czegoś, czego nie usłyszał niedosłyszący. Gdy wspomnę o czymś, co jest trudne, ale jest po prostu faktem nie do zignorowania, słyszę że narzekam. Dużo musimy ukrywać i udawać, żeby jakoś w tym społeczeństwie funkcjonować.
Moje kontakty z ludźmi bardzo się przez to przewartościowują. Było mi przykro, ale poszłam po rozum do głowy i zmieniam narrację: nie jestem gorsza i niewystarczająca - po prostu wyznaczam standardy ludziom wokół mnie. Naturalna selekcja. Dura lex, sed lex.

***

Jakiś czas temu doszło wreszcie do skutku spotkanie ze współpacjentami z oddziału, gdzie spędziłam lato. O dziwo, zaistniałam w roli inicjatora i wyobraźcie sobie - spodobała mi się ta rola. Jakoś mi przydała pewności siebie i tego, co we mnie mocno teraz rezonuje: jestem tu i nie przepraszam za ten fakt. "Bezczelnie" zajmuję miejsce w świecie,bo skoro się na nim pojawiłam, mam do tego niezbywalne prawo.
Na spotkaniu był nas "dziki tłum" - ze mną cztery osoby, w tym mój ulubiony kolega. Miałam okazję zostać z nim dłużej, bo miał więcej czasu do odjazdu pociągu, a mnie jako miejscowej nie gonił czas.
Kolega mi powiedział, że woli, bym siedem razy poprosiła o powtórzenie zdania niż potakiwała udając, że nie słyszę. Dzięki niemu odkryłam Amerykę!
Uświadomiłam sobie, że moje udawanie to przejaw... braku troski o rozmówcę. Braku szacunku. Przecież tak samo jak ja potrzebuję kogoś usłyszeć, tak samo druga strona potrzebuje zostać naprawdę usłyszana i wysłuchana.
Rzadkie to podejście X. Po tej rozmowie jeszcze bardziej go lubię.

Ból

Udzielam się w pewnej Facebookowej grupie kobiet, gdzie każdego dnia piszemy, jaką mamy na dany dzień intencję, co dobrego zrobimy dla siebie oraz za co jesteśmy tego dnia wdzięczne. Lubię ten rytuał i bywa mi realnie pomocny w życiu.

Dziś podziękowałam... za ból.

Pełno jest dookoła buntu wobec cierpienia, wołania, że ono wcale nie uszlachetnia. A jednak czasem wzbogaca.

Mój ból wskazuje: nie tędy droga. Każe wybierać, odrzucać to, co mi nie służy. Każe odróżniać bzdury od rzeczy ważnych (to subiektywne oczywiście). Każe odsiać to, co miałkie od tego, co ma sens i wartość.

Dziękuję, bólu.

PS. Pragnę zaznaczyć, że nie mam na myśli bólu fizycznego, tak dojmującego, że odbiera człowieczeństwo i godność. To inna sprawa, o której, na szczęście, wiem niewiele. Potrzeba pokory nie pozwala mi się na temat takowego wypowiadać.

Nieoczywistej urody

Spontaniczny był ten post o wiedźmach. Z rozpędu zapomniałam pisząc  o jeszcze jednym ciekawym aspekcie.

Wiedźmy to zazwyczaj mocno dojrzałe kobiety , o nieoczywistej urodzie. Nie próbowały niczego udowadniać wyglądem, nie przeglądały się w męskich ani niczyich oczach.

Refleksja o wiedźmach i to skojarzenie przyszło mi na myśl pod wpływem audycji z Youtube: "Dlaczego przebudzone osoby już się nie zakochują". Przeczułam odpowiedź na pytanie i przeczucie audycja potwierdziła. Wynikało z niej, że osoby, które dobrze poznały siebie, zbudowały ze sobą samą bliskość, nie mają już potrzeby rozpaczliwie tej luki uzupełniać przeglądaniem się w cudzych oczach. Bo one już.. wiedzą, ile są warte i co znaczą.
To właśnie przypomniało mi te wszystkie mądre zielarki, czarownice zaludniające karty baśni i legend.

Wiedźmą być

Zazdroszczę kobietom - wiedźmom.

Wiedźma to kulturowy archetyp, opisywany w różnych miejscach, toteż pominę wyjaśnienia. Napiszę, kim wiedźma jest dla mnie.

Wiedźma wie. Wie, kim jest i wie, co jej służy. Co ją karmi, a co zatruwa. Co buduje, a czego jej nie potrzeba.

Nie potrzebuje nikomu niczego udowadniać ani przepraszać, że istnieje. Nie musi żyć na pokaz, ale nie potrzebuje też wstydliwie się ukrywać. Wiedźma nie boi się być wiedźmą.

Wiedźmą można być wszędzie i w każdych warunkach, ale marzę o małym domku z zachwaszczonym, półdzikim podwórkiem, gdzie nikt nie wtyka nosa w moje sprawy. Gdzie nikt nie przyjdzie powyrywać bez pytania roślin z mojego ogródka i nikt pod moimi oknami nie będzie komentował mojego życia.

Marzę o bliskości natury, spacerach na bosaka i słuchaniu ptaków w mgliste poranki. O pająkach i diamentach rosy na ich pajęczynach.

O ciszy... ciszy.... potem długo o niczym.

O tym, by nie przejmować się ludźmi, ich ocenami, ich hałasem. Nie musieć z nikim rozmawiać o sprawach, które guzik mnie obchodzą.

I niech do tej mojej chatki przychodzą tylko ci, których kocham. I niech razem ze mną słuchają trzaskającego ognia w piecu. Mówmy razem o tym, co ważne, lekkie, dobre.

Niech mi kot mruczy w oczekiwaniu na swój koci posiłek.

Niech mnie książka koi i muzyka kołysze.

I niech będę taka spokojna, ukojona, wyciszona, a czasem dla odmiany dziko radosna. I niech nie będzie blisko nikogo, komu się to nie podoba.

***

Grafomańskie to nieco chyba. Ale z serca.


niedziela, 5 kwietnia 2026

Ostatnie (chyba) święta...

Mam przeczucie, choć jeszcze nie pewność, że ta Wielkanoc to ostatnie święta, którymi się przejmuję.

Poczułam wyraźnie, że już... nie chcę i nie potrzebuję świąt.

Kolega z "sekty" napisał, składając nam życzenia, że on osobiście świąt nie obchodzi. Poczułam: co za wolność.

Kto wie, czy następnym razem się pod tym nie podpiszę. Na razie napisałam, że ma święty spokój, do którego ja dojrzewam.

Nie chcę już obrzędów, rytuałów, powinności, zobowiązań towarzyskich i rodzinnych. Chcę, by to, co robię, było prawdziwie z serca, prawdziwie ze mnie. Nie od mamy, taty, środowiska.

Nie chcę się zastanawiać, co jest w tym wszystkim jeszcze "moje".

Nie chcę świętować tylko z uprzejmości i dla syna, żeby miał tzw. atmosferę. To już zresztą dorosły facet i... patrz poniżej (ten akapit dopisuję w trakcie edycji).

Chcę sobie w święta pobyć w domu sama albo z nim. Przy nim niczego nie muszę udawać, jesteśmy z jednej bajki i jednego domu. On w swoim podejściu do świąt jest zaskakująco do mnie podobny, ale w przeciwieństwie do mnie pozwala sobie na to bez mrugnięcia okiem.

Nie chcę, by święta były nagrodą po przedświątecznej pracy. Nie chcę wchodzić w nie zmęczona, jak to zwykle niestety, bywa.

Nie chcę tłumaczyć krewnym byłego męża, dlaczego nie chce mi się iść do nich z wizytą.

Nie chcę siedzieć jak na tureckim kazaniu wśród ludzi gadających o niczym, czasami mocno podchmielonych i nie chcę słyszeć: "Ach, nieważne!", gdy kilka razy pod rząd proszę o powtórzenie wypowiedzi, bo nie dosłyszałam.

Nie chcę słyszeć ironicznych uwag o mojej rzekomej (niekoniecznie) nadwrażliwości i nie chcę udawać, że nie ma w moim życiu spraw trudnych i niepopularnych. To, czym żyję obecnie, słabo się "sprzedaje" w towarzystwie. Pragnę ludzi bardziej głębokich niż rozrywkowych.

Zmieniły mi się potrzeby, coraz bardziej wybrzmiewa mi potrzeba spokoju i własnej prawdy. Nie wszyscy są gotowi to dzielić.

Napisałam rodzeństwu, że nie przyjdę na spotkanie u siostry, bo jestem zmęczona.
A cóż ja tam miałabym robić?
Rodzeństwo nie zawiodło mnie w konkretnych sytuacjach, zawsze miałam wsparcie, ale emocjonalnie i egzystencjalnie rozmijamy się o lata świetlne.

Nazywanie rzeczy po imieniu to też dziś mocny punkt na mojej drodze.

Tak więc - krótko, na temat i bez oceniania innych - nie chcę już cyrku i teatrzyku.

piątek, 3 kwietnia 2026

Konfrontacja z Ksawerym

Rysy i cienie na wizerunku D. układają się w dość spójną całość. Widzę, że byłam zbyt łagodna w swoich ocenach, zbyt usprawiedliwiająca i niedoceniająca własnego punktu widzenia. No, ale stały za tym dobre intencje. Chyba też nie ja jedna nabrałam się na uroczą fasadę D.

Zatelefonował do mnie wczoraj wspólny znajomy, swoją drogą także zastanawiający facet, ale raczej w porządku. Jakiś czas temu łączyła go bliższa relacja z D., ale jednak nie zdecydowali się na ciąg dalszy. Ona twierdziła, że on jest "dziwny", że nie można na nim polegać. On wczoraj sprawił, że uprzytomniłam sobie różnice perspektyw i to jak niepełny jest obraz sytuacji przestawianej tylko z jednej strony.

On - niech mu będzie... Ksawery (dla żartu i potrzeby anonimowości) - zaproponował kiedyś D. pracę dorywczą, bo sam po operacji stawów nie jest w pełni sprawny, a jego ojciec potrzebuje stałej opieki. D. się zgodziła, choć logistycznie był to raczej słaby pomysł: praca z tych nisko płatnych, a wymagająca dojazdu ponad 30 km. D. jednak przyjęła propozycję, bo gdzieś tam w pobliżu miała wygodną "metę" na noclegi.

Ona dość szybko zaczęła na niego narzekać, nie jestem jednak już w stanie odtworzyć tych zarzutów. Tak czy siak, usłyszałam wczoraj jego wersję wydarzeń, a ta, w połączeniu z różnymi innymi faktami wydaje mi się wiarygodna. D., w skrócie rzecz ujmując, bardzo nierzetelnie wywiązywała się z umowy. Były uniki i mijanie się z prawdą.

Składam razem elementy tej układanki z wizerunkiem D. i wychodzi mi, niestety, portret niepochlebny. Zgodziliśmy się z Ksawerym, że początkowe wrażenie, jakie wywiera, jest urocze, lecz bardzo zwodnicze. Jest to kobieta pozornie ujmująca i niejedna osoba już się na na ten urok nabrała. Wesoła, urocza, szybko zapraszająca do relacji, ale to fasada.

poniedziałek, 30 marca 2026

Świąteczny plan

Cha, cha, cha! Pogadałam sobie z GPT, jak zorganizować święta, by się nie przemęczyć, a jednak odrobinkę się do nich przyłożyć, by je "poczuć".

Jest plan! :)

Publikuję, a nuż się komuś jeszcze przyda.

Świąteczny plan i przepisy Marty – minimalny wysiłek, maksymalny efekt

1. Atmosfera

  • Kwiaty: żonkile na stole + ewentualnie kilka gałązek forsycji (skrócone końcówki, wstawione do wody)
  • Efekt: natychmiastowy świąteczny klimat przy minimalnym wysiłku.

2. Słodkości

🍫 Brownie w formie na babkę

Składniki:

  • 200 g gorzkiej czekolady
  • 150 g masła
  • 150 g cukru
  • 3 jajka
  • 100 g mąki
  • szczypta soli
  • opcjonalnie: orzechy lub kawałki czekolady

Przygotowanie:

  1. Rozpuść masło z czekoladą (mikrofala lub garnek).
  2. Dodaj cukier i wymieszaj.
  3. Dodaj jajka, zamieszaj.
  4. Wsyp mąkę i sól, wymieszaj.
  5. Przełóż do natłuszczonej formy na babkę.
  6. Piecz w 180°C, ok. 25–35 min (sprawdź patyczkiem).
  7. Odstaw do przestygnięcia.
  8. Opcjonalnie: posyp cukrem pudrem lub polej czekoladą.

Dlaczego dobre: jedna miska, łatwe, pachnie świętami, efekt „wow”.


🍰 Sernik „mieszany łyżką” (bez spodu)

Składniki:

  • 1 kg twarogu (z wiaderka)
  • 4 jajka
  • 150 g cukru
  • 1 budyń waniliowy (lub 2 łyżki mąki ziemniaczanej)
  • 100 ml śmietanki lub mleka
  • opcjonalnie: wanilia, skórka cytrynowa

Przygotowanie:

  1. Wszystko wrzucasz do miski i mieszaj łyżką lub mikserem krótko.
  2. Przełóż do formy.
  3. Piecz w 160–170°C przez 50–60 min.
  4. Normalne: może opaść lub lekko popękać – nic złego.

Opcja ultra-light: wymieszaj twaróg + śmietankę + wanilię → „oszukana pascha” bez pieczenia.


3. Obiady i dodatki

🥣 Żurek

  • Tradycyjnie, jak zwykle u Ciebie.

🥚 Jajka

  • Gotowane, dekoracyjne lub do sałatki.

4. Sałatki

🥗 Sałatka jajeczna „bez filozofii”

Składniki:

  • 4–6 jajek
  • 2–3 ogórki kiszone
  • cebula lub szczypiorek
  • 1–2 łyżki majonezu
  • sól, pieprz

Przygotowanie:

  1. Jajka ugotować i pokroić.
  2. Ogórki + cebula drobno.
  3. Wymieszać z majonezem, doprawić.

Opcje:

  • Zamiast cebuli: tylko szczypiorek
  • Dodaj łyżeczkę musztardy lub jogurtu dla lżejszej wersji
  • Alternatywa ultra-prosta: rukola + pomidorki + feta/mozzarella + oliwa, sól, pieprz

5. Pięciominutowa wędlina

🍖 Pierś z kurczaka (podstawowa)

Składniki:

  • 1–2 piersi z kurczaka
  • sól, pieprz, papryka słodka, czosnek
  • 1 łyżka oliwy

Przygotowanie:

  1. Natrzyj mięso przyprawami i oliwą.
  2. Zawiń w folię lub włóż do naczynia.
  3. Piecz w 180°C, ok. 35–40 min.
  4. Odstaw do wystudzenia i kroisz jak wędlina.

🍯 Wersja świąteczna

  • Dodaj 1 łyżeczkę miodu i 1 łyżeczkę musztardy do przypraw → posmaruj mięso.
  • Postępuj jak powyżej.

Tipy:

  • Nie kroić na gorąco → mięso zachowuje soki
  • Może być lekko niedopieczone, zawsze można dopiec

Opcjonalnie: wersje z karkówką lub schabem, też banalne, tylko trochę dłużej w piekarniku.


6. Drobne tipy organizacyjne

  • Robić „mikro-etapy”: np. najpierw przygotować składniki, potem mieszać, potem pieczenie.
  • Minimalny standard: coś upieczonego + w miarę czyste okna + Ty nie wykończona energią = święta zaliczone.
  • Wszystko ekstra jest „bonusowe”, nie obowiązkowe.

Jeśli chcesz, mogę zrobić wersję PDF/ściągę do wydrukowania, z listą zakupów i kolejnością działań, żebyś miała wszystko w jednym miejscu bez scrollowania.

Chcesz, żebym taką przygotowała?

U psycholożki

Senna dzisiaj jestem, więc korzystam z urlopu i pozwalam sobie na drzemki.

Na zmęczenie uskarżałam się wiele, wiele razy, jest utrapieniem mojego życia. Dziś miałam okazję poruszyć ten temat z psycholożką. Nie psychoterapeutką, ku mojemu lekkiemu rozczarowaniu, ale i tak warto było się z nią spotkać.

Coś ma w sobie ten kontakt z drugim człowiekiem (byle właściwym), że choć nie mówi nam niczego, czego sami nie moglibyśmy sobie powiedzieć, jakoś pozwala usankcjonować swoją prawdę, uporządkować myśli, wzmocnić się na duchu.

Pogadałam o rencie, bombardujących mnie "dobrych radach", lęku przed niepowodzeniem. Wniosek: a co mam do stracenia, jeśli się nie powiedzie, skoro nie zostaję bez zatrudnienia i na bruku?

Poskarżyłam się na stany zmęczenia, moje "lenistwo". Opowiedziałam, jaka czuję się leniwa i mało wydolna. Przytoczyłam zabawną historię, jak to rodzina przylepiła mi etykietkę powolnej, a zupełnie co innego mówią inni. Psycholożka powiedziała coś zaskakująco prostego: "Nie zauważyłam, bym rozmawiała z osobą flegmatyczną. Po prostu szybciej się pani wyczerpuje". Potrzebuję sporo czasu na regenerację i potrzebuję potraktować to serio. Coś tam trzeba robić, ale nie ma co się czarować, że w krótkim czasie przeniosę góry.

Czuję większy spokój po tym spotkaniu. Kolejna wizyta pod koniec kwietnia.

A poza tym i a propos zmęczenie - znowu idą te pieprzone święta (że tak sobie brzydko pozwolę...) :(